Wprowadzenie w historię pacyfikacji

Ciepła noc. soboty na niedzielę 20 czerwca 1943 roku. Pogrążoną we śnie wioskę otaczają szczelnym kordonem wojska niemieckie. Rozpoczyna się akcja pacyfikacji wsi w odwecie za działalność ruchu oporu, która na tym terenie była mocno rozwinięta. Partyzanci organizowali wiele udanych akcji dywersyjnych m.in. wywózkę broni z niemieckich magazynów Waldlager mieszczących się w pobliskiej Sarzynie czy odbicie więźniów z posterunku gestapo w Żołyni. Niemcy starannie przygotowywali akcję już kilka miesięcy wcześniej, by 20 czerwca rzucić na kolana całą czterotysięczną wieś.

Z samego rana, kiedy mieszkańcy budzili się by rozpocząć niedzielę, gestapowcy wtargnęli do domów zabierając mężczyzn od 18 do 65 roku życia. Zaskoczeni akcją ludzie popadli w panikę, jednak gestapowcy szybko dali im do zrozumienia, że jeśli powstanie zamęt, to powiększy tylko skalę okropieństwa. Mężczyzn wywłóczono z domów, ustawiano na drodze i grupami prowadzono na plac szkolny. Kobiety i dzieci pozostawiono w domach. Świadkowie tamtych wydarzeń wspominają oprócz nieludzkiego bólu ogromny strach, który towarzyszył rodzinom jeszcze długo po pacyfikacji.

Około południa zakończyła się pierwsza część akcji. Na placu szkolnym twarzą do ziemi, z rękami założonymi na głowę leżało około 760 mężczyzn czekających na wyrok. Nikt z nich nie wiedział co go czeka, nikt nie był pewien, co wydarzy się dalej. Zabierano ich dziesiątkami do szkoły. Tam każdy z nich podawał swoje imię i nazwisko. Wyrok wydawano na podstawie listy utworzonej przez zdrajców. Jeden z nich podczas sądu ukryty za kotarą, wystawiał palce, które oznaczały śmierć lub życie: 1 – wolność, 2 – więzienie i obóz w Pustkowie, 3 – więzienie i obóz koncentracyjny w Oświęcimiu, 4 – śmierć.

„Czwórkę” otrzymało 76 mężczyzn. Najmłodszy z nich miał 18 lat, najstarszy 65. Nie wiedzieli, że idą na śmierć. Nikt nie mówił, co oznacza każda z cyfr. Po wyjściu z sali na dźwięk dzwonka byli okrutnie okładani grubymi, akacjowymi kijami, które łamały się na ich spracowanych plecach. Zmasakrowanych znowu układano na placu przy szkole w piekącym słońcu. Po zakończeniu sądu rozpoczęła się akcja wywózki tych, którzy otrzymali „dwójkę” i „trójkę”. Mężczyzn z „jedynką” zatrzymano pod szkołą. Byli pewni, że zostaną rozstrzelani. Jednak hitlerowcy przygotowali dla nich inne zadanie. Gdy ostatnia ciężarówka zapełniona skazanymi wyjechała w kierunku Jarosławia, rozpoczęła się najbardziej okrutna zbrodnia w historii tej okolicy. Zmasakrowani mężczyźni byli dziesiątkami prowadzeni na plac w pobliżu plebanii, tzw. Wał, gdzie zostali rozstrzelani kulami dum-dum (zakazanymi przez Konwencję Genewską), które powodowały ogromne spustoszenie w ciele. Skazanych strzelano w tył głowy. To był celowy zabieg. Kula, która przeszywała głowę od tyłu rozrywała połowę twarzy. Ciała były zmasakrowane i właściwe niemożliwe do rozpoznania. To był jasny przekaz. Jeśli mieszkańcy nie zaprzestaną działalności w ruchu oporu czeka ich taki koniec. Zrozumieli to mężczyźni, którzy otrzymali nr 1. To ich zmuszono do wykopania dwóch dołów, gdzie mieli złożyć ciała swoich sąsiadów, braci, ojców, synów.

Kiedy ucichły wystrzały na miejsce zbrodni zaczęły zbiegać się kobiety i dzieci w nadziei, że spotkają swoich bliskich wśród żywych. Widok broczących we krwi kobiet tulących do piersi ciała bliskich tkwi w pamięci tych, którzy byli tam w niedzielne popołudnie.

Rekonstrukcja wydarzeń

Mieszkańcy wsi z wielką czcią wspominają ofiary pacyfikacji oraz wszystkich tych, którzy nie powrócili z obozów. Każda rocznica jest godnie upamiętniona, a Wał otoczony staranna opieką. W tym roku przypada siedemdziesiąta piąta rocznica mordu.

W kalendarzu obchodów znalazła się m.in. rekonstrukcja zdarzeń z tamtej tragicznej niedzieli. Dzięki zaangażowaniu mieszkańców oraz wsparciu grupy rekonstrukcyjnej został przygotowany materiał filmowy, który ukazuje ten tragiczny niedzielny poranek z perspektywy codzienności mieszkańców, akcję zabierania mężczyzn z domu, prowadzenie ich na plac szkolny oraz moment sądu. Reszta wydarzeń będzie miała miejsce 17 czerwca (niedziela) na placu szkolnym oraz Wale.

Autorzy projektu wystosowali otwarte zaproszenie do udziału w rekonstrukcji, na które odpowiedziało około 200 mężczyzn oraz kilkanaście kobiet i dzieci z Woli Zarczyckiej, co potwierdza, jak żywa jest wśród mieszkańców pamięć o tym wydarzeniu.

Równolegle do działań związanych z rekonstrukcją powstała książka oparta w dużej mierze na relacji świadków 20 czerwca 1943 roku, która wnosi nowe fakty i poszerza wiedzę o pacyfikacji.

Autor: Agata Kurlej
Fot. Janusz Motyka