Gdy Sejm RP 1 kwietnia 2016 r. uchwalił ustawę dekomunizacyjną a dokładnie rzecz ujmując: o zakazie propagowania komunizmu lub innego ustroju totalitarnego przez nazwy jednostek organizacyjnych, jednostek pomocniczych gminy, budowli, obiektów i urządzeń użyteczności publicznej oraz pomniki (weszła w życie 2 września 2016 r.) – wydawało się, że w Leżajsku ten proces, przynajmniej jeśli chodzi o nazwy ulic, jest zamknięty.

Wprawdzie niewielu już dzisiaj pamięta, ale do początków lat 90. ub. stulecia obecna ul. ks. Jerzego Popiełuszki nosiła nazwę ulicy Lenina; Sikorskiego to dawna Świerczewskiego; Franciszkańska to Nowotki, a Armii Krajowej – Waryńskiego. Były także ulice 1 Maja, 22 Lipca i Marchlewskiego. Kto wie, czy Leżajsk pod tym względem nie był wówczas prekursorem wśród miast, które zdecydowały się na odcięcie od bohaterów ludowej ojczyzny. Ale też prawdą jest, że gdy mowa o bohaterach czasów „słusznie minionych” przywoływane są najczęściej ogólnie znane nazwiska, nazwy lub wydarzenia kojarzące się z tamtym okresem, coś w stylu: „Mówisz Lenin, myślisz partia…” Tymczasem ustawodawca w ustawie dekomunizacyjnej poszedł znacznie szerzej, kwestionowane mogą być bowiem nie tylko nazwiska o znaczeniu „epokowym” ale wręcz regionalnym lub całkiem lokalnym.

Kluczową rolę w zakwestionowaniu nazwy spełnia opinia wydawana przez Instytut Pamięci Narodowej – Komisję Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu. Ma ona charakter oświadczenia wiedzy kompetentnej instytucji, jest więc wiążąca i nie podlega podważeniu przez organy nadzoru – taką wykładnię wydał jeden z sądów. Na jej podstawie decyzję o stwierdzeniu nieważności uchwały, która nadała nieakceptowalną nazwę ulicy lub innej budowli podejmuje wojewoda. No dobrze, a co w takim razie z ulicami już istniejącymi? Otóż w pierwszym kroku inicjatywa należy do rady gminy, która w okresie 12 miesięcy od wejścia w życie ustawy ma obowiązek zmienić inkryminowaną nazwę. Jeżeli tego nie uczyni, sprawa trafia do wojewody i w jego kompetencji leży wydanie zarządzenia zastępczego.

Przez wiele miesięcy ubiegłego roku wydawało się, że w Leżajsku po zdekomunizowaniu ulicy Lenina i jemu podobnych sprawę z nazwami ulic można uznać za niebyłą. Tym bardziej, że przeprowadzona na tę okoliczność kwerenda w IPN nie potwierdziła konieczności zmian.
Jednak stanowisko IPN ewaluowało i 14 września instytut zakwestionował nazwy trzech ulic: Stanisława Boronia, Jana Brzozy i II Armii Wojska Polskiego. Tej ostatniej w ogóle nie było w wykazie ulic Leżajska, chociaż funkcjonowała w adresie browaru, zakładu częściowo usytuowanego… poza granicami administracyjnymi miasta. W przypadku Stanisława Boronia wskazano na jego wstąpienie do PPR w czasach stalinizmu (1947r.) oraz działalność w strukturach partyjnych na kierowniczych stanowiskach, z kolei Jan Brzoza (właściwe: Jan Worobiec) był pisarzem, członkiem Związku Radzieckich Pisarzy Ukrainy (1939-1941), a następnie działaczem Związku Patriotów Polskich we Lwowie. Z Leżajskiem związany przez małżeństwo z Anielą Dziedzińską, córką Karola i Marii z Ostrowskich.
2 września 2017 r. minął 12 miesięczny okres, w którym rada mogła dokonać zmiany nazwy ulic na podstawie ustawy dekomunizacyjnej. Wprawdzie pozostawał zwykły tryb, do którego stosowania ma ona prawo w dowolnym czasie, jednak związane jest to z nieuchronnym poniesieniem kosztów wymiany dokumentów, numerów porządkowych itp. przez właścicieli nieruchomości. Właśnie na ten aspekt jako główny powód odmowy zmiany nazw ulic Boronia i Brzozy wskazała rada miejska w stanowisku z 23 października. Wobec braku działania z jej strony, 20 grudnia 2017r. wojewoda wydał zarządzenie zastępcze, w którym dotychczasowej ulicy Stanisława Boronia nadał nową nazwę – Przytorze.

Likwidacja imienia St. Boronia z nazwy ulicy wzbudza w Leżajsku kontrowersje. Bo wprawdzie, powiadają jedni, nikt nie kwestionuje jego działalności w PZPR, ale też zwracają uwagę drudzy, ma on rzeczywisty wkład w rozwój miasta i powstanie Zakładów Piwowarskich. Przypadek Boronia nie jest bynajmniej odosobniony w Polsce.
Otóż bardzo podobny wystąpił w Bielsku- Białej i zrodził się na tle osoby Ryszarda Dziopaka, dyrektora i, można rzec, twórcy tamtejszej Fabryki Samochodów Małolitrażowych. Z tej racji bielsko-bialska rada zapragnęła uczcić pamięć o nim i nazwać jedno z rond jego imieniem. Sprzeciwił się temu wojewoda śląski i unieważnił uchwałę – ostatecznie sprawa trafiła przed oblicze sądu administracyjnego, który przyznał jednak rację wojewodzie. Istota sprawy sprowadza się bowiem do tego – stwierdził sąd – że punktem wyjścia jest opinia Instytutu Pamięci Narodowej, instytucji powołanej do szerokiej działalności w zakresie wiedzy historycznej w okresie od 8 listopada 1917 r. do 31 lipca 1990 r. Taka opinia ma charakter oświadczenia wiedzy kompetentnej instytucji, jest zatem wiążąca i nie może być podważona przez organ nadzoru, w tym wypadku wojewodę. Decyduje więc stan wiedzy w połączeniu z normą prawną zawartą w art. 1 ustawy dekomunizacyjnej, a nie społeczne odczucia. Przywrócić nazwę Boronia?

Pojawiający się tu i ówdzie postulat, by rada miejska zabrała się za przywrócenie poprzedniej nazwy, nie wytrzymuje konfrontacji ze stanem prawnym, bowiem 7 stycznia br. weszła wżycie nowelizacja ustawy dekomunizacyjnej, w której napisano: ponowna zmiana nazwy ulicy, placu wymaga zgody IPN i wojewody.

Nazwa ulicy z patronem Janem Brzozą na razie trwa. Należy się jednak spodziewać zapowiadanego zarządzenia zastępczego wojewody.

Przedruk: Biuletyn Miejski – Marzec 2018
Autor: Andrzej Janas
Foto: Anna Ordyczyńska