Lubimy się chwalić. Gościnnością, osiągnięciami w sporcie, kuchnią, ilością banków na km² ,czy rodzimą przyrodą chwalimy się, gdzie i ile tylko popadnie. Czemu, więc równie ochoczo nie chwalimy się poziomem kultury drogowej? Mała podpowiedź: bo nie ma czym.

Pół godziny szukasz miejsca do parkowania, krążysz zrezygnowany, niczym trafiony śrutem myszołów i liczysz na cud, który wreszcie się dzieje, bo oto jakaś pani odjeżdża miłosiernie swym minivanem pisać smsy gdzie indziej. Ucieszony, niedowierzając jeszcze swemu własnemu szczęściu, wrzucasz bieg i ruszasz, lecz nim zdążysz zamrugać i przypomnieć sobie imiona swoich dzieci, na twoje „wymodlone” miejsce parkingowe z prędkością światła wjeżdża biała skoda z niezwykle zadowoloną zawartością w środku, a ty do końca dnia masz depresję. Takie sytuacje należą do codzienności, bez względu na to, czy mieszkasz w Warszawie, czy w Leżajsku.

W małym miasteczku chama drogowego spotkasz tak samo często jak w metropolii. A któż to jest ten cham drogowy? Otóż cham drogowy to osobnik (płci męskiej lub żeńskiej), który siadając za kierownicą samochodu daje sobie pozwolenie na ignorowanie nie tylko przepisów ruchu drogowego, ale i jego uczestników oraz zasad kultury osobistej. Mało tego: cham drogowy żywi przekonanie, że jego działania na drodze są przejawem sprytu i inteligencji, a reszta uczestników ruchu to ofiary, którym ktoś z litości dał prawo jazdy. Jak to wygląda w praktyce? Na tło popisów dla naszego chama bierzemy ulicę Mickiewicza, na którą cham wjeżdża z ulicy Klasztornej. Jeszcze nie opuści dobrze skrzyżowania, a już zdąży obtrąbić auto, jadące przed nim, bo przecież ono za wolno jedzie i na dodatek przepisowo ustępuje pierwszeństwa kierowcom, nadjeżdżającym od strony ulicy Tomasza Michałka. Cham oczywiście otworzy okno i zakrzyknie: „Kto ci dal prawo jazdy ty … ! Cham drogowy cały w skowronkach, bo spełnił swój obywatelski obowiązek podtrzymania dynamiki w ruchu drogowym, rusza dalej. Dojeżdża do pierwszego przejścia dla pieszych i ani myśli się zatrzymać, bo jego zdaniem, zanim ta starsza kobieta, która weszła już na pasy, dojdzie na środek jezdni, on zdąży już przemknąć tuż pod jej nosem.

Mknie dalej, „zdobywając” w ten sposób kolejne przejścia dla pieszych. Dociera do pierwszego ronda i ani myśli poczekać, aż będzie miał przestrzeń do włączenia się do ruchu na rondzie. Wciska się między jadące auta i jakimś cudem opuszcza rondo bezkolizyjnie, wymachując pięściami w stronę kierowcy niebieskiego citroena, zaś na drugim rondzie nie sygnalizuje zjazdu w prawo, bo po co, skoro jest to pierwszy zjazd zaraz po wjeździe – szkoda akumulatora na takie bzdury. Dojeżdża w końcu nasz cham do celu swej podróży, którym jest parking przed Urzędem Skarbowym. I tu zaczyna się dramat, bo jest wtorek, miejsc do parkowania brak. Co więc robi cham drogowy? Oczywiście parkuje na tzw. wyspie, która została namalowana tuż przy krawężniku naprzeciw budynku US, po to, by zaznaczyć, że skręcające tam pojazdy muszą mieć wystarczającą przestrzeń do wykonania manewru skrętu. Ale cham za nic ma tą pokrętną logikę drogową i radośnie parkuje na rzeczonej wyspie.

I tu pojawia się autorka tego tekstu, która chciała wykonać manewr skręcania, ale uniemożliwiło jej to auto chama, zatem autorka wysiada i grzecznie prosi go o przeparkowanie auta z „wyspy”. Cham wzbija się na wyżyny swego intelektu i rzuca: „Wyspy się zaludnia!”, następnie oddala się rycząc wniebogłosy ze śmiechu Jeszcze nie doszedł cham drogowy do końca parkingu, a już z uliczki obok wyłonił się radiowóz. Niestety kondycja ostatnio chyba nie najlepsza, bo cham dobiegł do auta, ale już nie do zdążył do niego wsiąść. Cóż było robić? Trzeba było zapłacić mandat. Czy czegoś to chama nauczyło? Owszem, jednego: musi popracować nad swoją kondycją. A jeśli komuś się wydaje, że bycie drogowym chamem mu nie grozi, niechaj lepiej sobie przypomni, czy nie zdarzyło mu się zaparkować na dwóch miejscach parkingowych, nie zatrzymać się na przejściu dla pieszych albo rzucać pod adresem ostrożnych kierowców nienawistnymi obelgami. Jakoś cicho się zrobiło, nieprawdaż?

Natalia Nowicka