Przy wylocie ulicy Rzeszowskiej z Leżajska do Łańcuta stoi murowana, słupowa kapliczka z połowy XIX wieku. Upamiętnia ona wojnę domową Łukasza Opalińskiego z Diabłem Łańcuckim. Według legendy Stadnicki, znany awanturnik i pieniacz, przy pomocy prywatnego wojska splądrował Leżajsk, zdobył dwór oraz pojmał i uprowadził podstarościego. Udało się nieszczęśnikowi uwolnić z pęt i zabić jednego oficera, jednakże pojmany ponownie, został żywcem zakopany na poboczu drogi.

Wiele lat po tym wydarzeniu usypano nad mogiłą podstarościego kopiec i postawiono kapliczkę. Jak wyglądała, nie wiadomo, ale legenda pozostała. Duch którego można spotkać w Giedlarowej, przy kapliczce z podwójnym krzyżem pojawia się najczęściej wieczorami. To właśnie tym miejsc szlachcic przelał krew Stanisława Stadnickiego. Po czym w odwecie słynny Diabeł Łańcucki zemścił się na zabójcy. Historia miała swój początek w czasach, kiedy możnowładzcy prowadzili ze sobą zaciekłe boje.

Po napadzie na Leżajsk ludzie Stadnickiego podpalili zamek, porwali i upokorzyli przyjaciela starosty leżajskiego Łukasza Opalińskiego. Słudzy Stadnickiego przypięli mu kij, po czym mocno pobili. Tego było za wiele i szlachcic zdzielił pachołka kijem w głowę. Na tyle mocno że ten zmarł na miejscu. Rozwścieczony Stadnicki kazał wykopać głęboki grób opodal kapliczki Giedlarowej i tam pochował zabitego żołnierza. Co więcej, kazał w tym dole żywcem pogrzebać owego szlachcica.

Przy ów kapliczce według mieszkańców, można spotkać wieczorami ducha samego Diabła Łańcuckiego.