Pomagał dyskretnie i nigdy nie oczekiwał za tą pomoc wdzięczności. Jak podają legendy – mało komu udawało się go „złapać na gorącym uczynku”. To św. Mikołaj z Myry, biskup, najprawdopodobniej nie ma drugiego świętego, którego postać byłaby od ponad 1700 lat tak bardzo obecna w naszej rzeczywistości. Ale czy to nadal ten sam święty mikołaj?

Kiedyś przeżywaliśmy odwiedziny Świętego Mikołaja, dziś – gdzie nie spojrzeć – pohukujące przerośnięte krasnale w czerwonych uniformach (wymyślone przez Haddona Sundbloma w 1931 r. na potrzeby reklamowe Coca-Coli).

Urodził się ok. roku 270 w Patarze w Licji (w Azji Mniejszej), zmarł ok. 345-352 r. Rodzice jego należeli do jednego z najznakomitszych rodów i słynęli z bogactw i pobożności. Był ich jedynym synem. Za ich zgodą wybrał stan duchowny. Około 300 roku wielka zaraza zabrała rodziców. Ale on nie unikał kontaktów z chorymi, pomagał i pocieszał.

Tradycja opowiada o wielu dziełach, które uczynił w swoim życiu, a które przyniosły mu tytuł patrona bezinteresownej dobroci. Do najbardziej znanych należy opowieść o 3 pannach, córkach zubożałego szlachcica, którym biskup pod osłoną nocy przekazał posag, umożliwiając im tym samym wyjście za mąż i założenie rodzin. Okazywał też ogromne miłosierdzie w stosunku do więźniów i dzięki jego wstawiennictwu u władz cesarskich wielu z nich odzyskało wolność.