Już 12 marca (tj. czwartek) tysiące Chasydów zjedzie się do Leżajska, by jak co roku uczcić swojego mistrza. Przyjeżdżają z całej Europy, USA, Izraela czy Kanady- modlą się, tańczą, śpiewają- uroczystości potrwają do niedzieli włącznie.

W tym roku przypada 229 rocznica śmierci cadyka Elimelecha z Leżajska i to właśnie miejsce jest jednym z najważniejszych miejsc świętych, do którego pielgrzymują Chasydzi.

Przybyli wierzą, że za rabin, który pomimo tego, iż zmarł w 1806 roku, nadal nad nimi czuwa i wysłuchuje ich próśb, które zostawiają na tysiącach  karteczkach wrzucanych za kratę, która chroni jego grób.

„Elimelech z Leżajska był cadykiem. Za młodu wędrował po świecie z bratem Zusją. Sypiali w przytułkach, utrzymywali się z jałmużny, rozmawiali z ludźmi o zbawieniu. Chciał żyć życiem zwyczajnym, wśród ludzi ułomnych i grzesznych, by dźwigać ich ku świętości. Modlił się z niezwykłym napięciem. Lękał się, że umrze w modlitewnej ekstazie, ale Bóg zsyłał mu uspokojenie. Przewidywał przyszłość, uzdrawiał chorych i poskramiał demony. Wyznawcy pielgrzymowali doń ze świata i zostawiali na grobie listy z prośbami…

Podczas wojny Niemcy kazali otworzyć grób i znaleźć złoto. Kopali polscy robotnicy, uderzenia łomu słychać było na całej Górnej [ulicy]. Potem rozległ się krzyk i z cmentarza wybiegli przerażeni ludzie. Cadyk, okazuje się, leżał w białym całunie, jakby go wczoraj pochowano i miał oczy”.

„Żal”, Hanna Krall