Wotum za wyzdrowienie! – Tomasz Konieczny [LIST]

    219
    0

    Pojechałem do Częstochowy, aby spełnić moją „misję” w Polsce. Zostawiłem na Jasnej Górze swoją laskę jako moje wotum za wyzdrowienie.

    Nazywam się Tomasz Konieczny, od 21 lat mieszkam na stałe w Nowym Jorku. Równie długo jestem czytelnikiem „Nowego Dziennika” – dla pracowników redakcji przesyłam serdeczne pozdrowienia z upalnej Polski.
    To całkiem inny kraj niż ten, z którego wyjechałem ponad 20 lat temu. Jestem zachwycony jego nowoczesnością i pięknem natury. Ostatni raz byłem tutaj w 2005 roku. Niedługo po tym – mając 35 lat – ciężko zachorowałem. Miałem tętniaka w mózgu – i od tamtej pory stałem się niepełnosprawny.
    Pomimo przykrej sytuacji, jaką stworzyła mi najbliższa Osoba, nie załamałem się. Dzięki intensywnej rehabilitacji i pomocy innych członków rodziny w 95 procentach wróciłem do zdrowia.

    W lipcu 2012 roku pojechałem do Polski, aby spełnić moją „misję”, jaką było zostawienie na Jasnej Górze niepotrzebnej już laski – jako wotum za moje wyzdrowienie z bardzo ciężkiej choroby, która przykuła mnie do łóżka 7 lat temu.
    Na Jasnej Górze byłem 15 lipca 2012 roku. Dokładnie tego samego dnia w 2005 roku znaleziono mnie nieprzytomnego w pokoju hotelowym nad Niagarą, gdzie przebywałem służbowo w pracy. Stamtąd przewieziono mnie do St. Vincent’s Hospital na Manhattanie, gdzie zdiagnozowano tętniaka w mózgu. Długie leczenie szpitalne, a potem rehabilitacja w specjalistycznych ośrodkach, trwały do końca 2007 roku.

    Na początku poruszałem się jedynie na wózku inwalidzkim, potem chodziłem przy pomocy chodzika-„balkonika”. Dopiero kiedy wreszcie mogłem wrócić do domu – dano mi laskę. W domu cały czas kontynuowałem rehabilitację. Podstawowym ćwiczeniem, jakie codziennie wykonywałem, było chodzenie. Początki były bardzo trudne. Nie chcąc używać laski, chodziłem wzdłuż płotów, przytrzymując się co chwila. W miarę upływu czasu (dni, tygodni, miesięcy, lat) coraz rzadziej byłem zmuszony trzymać się płotu. Obecnie jestem już zdolny nie tylko do chodzenia bez pomocy laski, ale i do biegania. Na razie biegam na bardzo krótkich odcinkach, ale stale zwiększam dystans.
    Moim marzeniem jest pobiec kiedyś w Maratonie Nowojorskim.

    Przesiadłem się z wózka inwalidzkiego do samochodu i uważam to za swój osobisty sukces. Mieszkam sam, we własnym mieszkaniu i ze wszystkim daję sobie świetnie radę. Jest to doprawdy niespotykane, ponieważ ludzie z podobnymi schorzeniami rzadko kiedy wychodzą cało z tej choroby i prawie nigdy nie wracają do pełnego zdrowia – tak jak to się stało w moim przypadku. A więc ja naprawdę miałem za co dziękować Matce Boskiej Częstochowskiej na Jasnej Górze.
    Cieszę się dniem dzisiejszym i tak samo będzie jutro, i pojutrze, i jeszcze później, i później…

    Autor: Tomasz Konieczny

     

     

    Poprzedni artykułPodsumowanie projektu „Czas na aktywność w Gminie Grodzisko Dolne” – grudzień 2012
    Następny artykułBejbi blues (2012)