Testując nowe samochody, coraz częściej mam wrażenie, że moim głównym zadaniem w samochodzie jest wciskanie odpowiednich przycisków w odpowiednim czasie. Samochód sam robi resztę, bo przecież i tak wie lepiej, kiedy powinienem zmienić pas, hamować i w którą lukę na parkingu się zmieści. Zresztą już niebawem kierowca i tak nie będzie potrzebny.

Konkretnie ma to nastąpić najpóźniej w 2020 roku. Tak przynajmniej twierdzi zarząd Nissana, który już testuje samodzielnie poruszający się po ulicach elektryczny model Leaf. Na pokazową przejażdżkę zabrali nawet premiera Japonii, który moim zdaniem w czasie podróży nie wyglądał na szczególnie zrelaksowanego.

Oczywiście Nissan nie jest jedynym, który pracuje nad takim rozwiązaniem. Mercedes, Audi i Volvo również mają już swoje samochody-roboty, które – wedle zapewnień konstruktorów – są w zasadzie gotowe do wyjazdu na ulice. Volvo już podpisało stosowną umowę z Goeteborgiem, gdzie w 2017 roku automatyczne samochody będą testowane w prawdziwym ruchu ulicznym. W przeciwieństwie do testów prowadzonych obecnie, na ulice tego miasta wyjedzie nie jedno, a ponad 20 aut, które zostaną udostępnione zwykłym użytkownikom.

Ponoć największym problemem stojącym na drodze automatycznych pojazdów są przepisy, które nie przewidują sytuacji, gdy samochód prowadzi się sam. Już teraz prawnicy zastanawiają się, kogo będzie można pozwać, gdy taki automatyczny samochód spowoduje wypadek. Kierowca jest w zasadzie „czysty”, bo on tylko siedział w tym aucie i nie miał większego wpływu na to, gdzie i jak jedzie.

Inna sprawa, że za ograniczeniem władzy kierowcy mają przemawiać właśnie względy bezpieczeństwa. Komputer się przecież nie męczy, nie zasypia, nie reaguje agresywnie, nie rozmawia przez telefon i nie myśli o kolejnym ciężkim dniu w pracy. On w pełni skupia się na prowadzeniu samochodu i sygnałach, które docierają z całej masy czujników i kamer. Ma ściśle określone procedury i wie, jak ma się zachować w określonej sytuacji. Oczywiście programiści nie są w stanie przewidzieć wszystkich sytuacji na drodze, ale z pewnością takie komputerowe samochody będą się zachowywały znacznie bardziej asekuracyjnie od nas. Pytanie tylko, czy to wystarczy w starciu
z kreatywnością niektórych użytkowników dróg?

Na koniec jeszcze słowo otuchy dla osób, którym prowadzenie samochodu sprawia przyjemność. W czasie targów we Frankfurcie rozmawiałem z polską rzeczniczką Nissana o tej czyhającej za rogiem rewolucji. Podobnie jak ja poczuła ulgę, gdy jeden z jej szefów stwierdził, że te systemy nie znajdą się w modelach tworzonych dla samej frajdy
z jazdy. Pozostaje mi więc zacząć oszczędzać na sportowe cacko, w którym wszystko wciąż będzie zależne ode mnie. Mam czas do 2020 roku.

 

MIŁOSZ CIESZYŃSKI

Autor programu „Automobilni” TVP Rzeszów/piątek, godz. 20:30