Policjanci interweniowali wobec 41-latka, który awanturował się w szpitalu

Leżajscy policjanci interweniowali wobec 41-latka, który awanturował się w szpitalu. Mężczyzna był agresywny, głośno krzyczał, używał słów wulgarnych, przeszkadzał personelowi i innym pacjentom. Jak się okazało był poszukiwany. Został już przewieziony do aresztu.

W czwartek, po godz. 1, dyżurny leżajskiej komendy otrzymał zgłoszenie o mężczyźnie, który awanturuje się w szpitalu.

Na miejscu policjanci zastali 41-letniego mieszkańca Leżajska. Mężczyzna był agresywny, wykrzykiwał słowa wulgarne, swoim zachowaniem przeszkadzał personelowi i innym pacjentom. Po wylegitymowaniu okazało się, że jest poszukiwany do odbycia kary aresztu za wcześniej popełnione wykroczenia.

Został zatrzymany i doprowadzony do leżajskiej komendy, gdzie w policyjnym areszcie spędził resztę nocy.  Przed południem mężczyzna został przewieziony do zakładu karnego.

68-letni cyklista miał ponad 2,5 promila alkoholu w organizmie

Policjant z leżajskiej komendy, będąc na urlopie, zatrzymał niebezpiecznie jadącego rowerzystę. Okazało się, że 68-letni cyklista miał ponad 2,5 promila alkoholu w organizmie. Za swoje zachowanie mężczyzna odpowie przed sądem.

Wczoraj około godz. 16.30, policjant z leżajskiej jednostki, przebywający na urlopie, na drodze krajowej nr 77 w miejscowości Ruda Łańcucka, zauważył niebezpiecznie jadącego rowerzystę. Sposób jazdy cyklisty wskazywał, że może on być nietrzeźwy. Mężczyzna jechał całą szerokością drogi i kilka razy przewrócił się pomiędzy przejeżdżającymi samochodami.

Policjant zatrzymał swój samochód i ruszył za rowerzystą. Zatrzymał go, przeprowadził na pobocze, a o całym zdarzeniu powiadomił dyżurnego leżajskiej jednostki, który na miejsce skierował policyjny patrol z miejscowego komisariatu.

Funkcjonariusze sprawdzili stan trzeźwości 68-letniego mężczyzny, który kierował jednośladem. Badanie wykazało ponad 2,5 promila alkoholu w jego organizmie. Za swoje zachowanie 68-latek odpowie przed sądem.

Tragedia w Piskorowicach…

W nocy, z 17 na 18 kwietnia 1945 roku, Józef Zadzierski “Wołyniak” zebrał swój oddział i ruszył w stronę Piskorowic. Po wejściu do wsi 18 kwietnia, oddział Wołyniaka zabijał zatrzymanych oraz uciekających ukraińskich mieszkańców wsi. Następnie oddział wszedł do szkoły, wylegitymowali ludzi i zaczęli do nich strzelać.

Masakrę przeżyło trzy lub cztery osoby, tylko dlatego, bo schowali się pod trupami. Po tej akcji ludzie “Wołyniaka” zaczęli łapać uciekających ze wsi ludzi i szukać ukrywających się w domach. Ukraińcy, którzy usłyszeli strzały w szkole powybiegali z domów i uciekali do lasów i nad San. Tam czekał na nich oddział “Kudłatego”, który strzelał do uciekających i topił w Sanie. Cała akcja trwała około pięciu godzin.

Zginęło wówczas około 200 ukraińskiej ludności z Piskorowic i okolicznych wsi. Trzy dni później do wioski przyszła grupa bandytów i zaczęła okradać ludzi. Ze stajni zabierali kury, świnie, narzędzia pracy, nawet koła od wozów. Do domów przychodzili z pończochami na głowie i straszyli pistoletami. 30 kwietnia oddział “Kudłatego” wrócił do Piskorowic. Chodzili po domach, polach i szukali Ukraińców, następnie prowadzili ich pod kościół, ustawiali obok rowu gdzie zabijano ich strzałem w tył głowy.

Tekst, fot. Jakub Daź

Pies tropiący GINA, doprowadził policjantów do wyziębniętego mężczyzny

Policjanci prowadzili poszukiwania 40-letniego mieszkańca gminy Grodzisko Dolne. Mężczyzna wyszedł z domu i kiedy nie wrócił zaniepokojona rodzina powiadomiła policjantów. Wspólne działania leżajskich funkcjonariuszy ze strażakami zakończyły się sukcesem. Odnaleziony mężczyzna został przekazany pod opiekę lekarzy.

W miniony piątek, przed północą, policjanci z Leżajska przyjęli zgłoszenie o zaginięciu 40-letniego mieszkańca gminy Grodzisko Dolne. Z przekazanych informacji wynikało, że mężczyzna wyszedł z domu i udał się w nieznanym kierunku. Sytuacja była poważna ponieważ istniało zagrożenie życia zaginionego mężczyzny.

Funkcjonariusze zapoznali się z rysopisem zaginionego i niezwłocznie przystąpili do poszukiwań. Do akcji zaangażowano policyjnego psa tropiącego, strażaków z Leżajska, oraz strażaków ochotników z Laszczyn i Chodaczowa.

Wspólne działania zakończyły się sukcesem. Około godz. 2 nad ranem, pies tropiący GINA, doprowadził policjantów do wyziębniętego mężczyzny, który znajdował się na polach w miejscowości Laszczyny.

40-latek został przekazany pod opiekę ratowników medycznych i przewieziony do szpitala.

ź: KPP Leżajsk