Po dwóch dniach reżysersko-filmowej harówki, zmagania się z ciężkim operatorskim sprzętem, krnąbrnymi gapiami i tak zwanymi łowcami autografów wiadomo już co tak naprawdę zainteresowało pana Andrusa i reżysera Paulukiewicza w niegdyś galicyjskim miasteczku Leżajsk.

Były efektowne ujęcia – z drewnianym bujanym koniem – w ogródku jordanowskim, na cmentarzu żydowskim, pod wielkim krzesłem przy MCK; były kręcone sceny z ułanami na rynku i wzdłuż ulicy Mickiewicza. Ekipa telewizyjna gościła również w Muzeum Ziemi Leżajskiej, browarze i u pewnej intrygującej artystki z magicznie brzmiącej ulicy – Wałowej.

Były też azalie…..Doprawdy trudno uwierzyć, że wszystko to ma zmieścić się w niespełna dwudziestominutowym odcinku. Tym bardziej, że mają być jeszcze dokręcone sceny z klasztoru i cmentarza. Jest jeszcze kilka scen objętych tajemnicą (ponoć robiących wielką różnicę), o których nikt – przed oficjalną wrześniową emisją – nie ma prawa się wypowiadać.