Po 3 latach nieobecności, Grodzisko Dolne, swoją rodzinną miejscowość, odwiedził Ojciec Zdzisław Grad. Zapracowany… ale znalazł jednak czas na chwilkę rozmowy.

Cieszymy się bardzo, że po 3 latach znów możemy gościć Ojca w rodzinnym Grodzisku. Chcielibyśmy się dowiedzieć jakie przez ten czas zmiany zaszły w Ojca pracy misyjnej i w sa­mym Madagaskarze?

Witam serdecznie, i może wpierw zacznę od podzie­lenia się tym, co dzieje się w samym Madagaskarze. Otóż od 3 lat na Madaga­skarze mamy do czynienia z rządem tymczasowym, któ­ry nie jest uznawany przez większość państw, szcze­gólnie przez Unię Europej­ską, Stany Zjednoczone, i tzw. Unię Afrykańską. W zaistniałej sytuacji nastąpiło zablokowanie ekonomicz­ne kraju, co spowodowało wstrzymanie wielu fabryk i zakładów w większych mia­stach. Z kolei brak produkcji i zbytu powoduje wstrzy­manie realizacji projektów ekonomicznych, co jesz­cze bardziej pogłębia bie­dę na Madagaskarze. Kraj znajduje się w marazmie. Jest to przygnębiające, bo mimo trwających od 3 lat pertraktacji żadnej ze stron nie udało się dojść do po­rozumienia. Presja między­narodowego lobby jest bar­dzo odczuwalna. Widać jak wspólnota międzynarodowa manipuluje Madagaskarem, i nie pozwala by kraj stał się niezależny. Nie powinno tak być, bo każdy, również i Mal­gasze mają prawo decydo­wać o swojej przyszłości. Zaistniała sytuacja ekono­miczna powoduje, że wiele rodzin balansuje na krawę­dzi. Żyją z dnia na dzień, nie ma pracy, nie ma per­spektyw. Trzeba dodać, że Madagaskar jest państwem, gdzie aż 60% społeczeń­stwa stanowią ludzie młodzi, którzy nie mają przed sobą żadnej przyszłości. Brak pracy budzi niepokój i utratę poczucia bezpieczeństwa. Mam nadzieję, że wkrótce dojdzie do wyborów i ludzie powoli zaczną wychodzić z tej patowej sytuacji.

Chciałbym też powiedzieć o sytuacji religijnej. Madaga­skar dla mnie jest tą szczę­śliwą misją, bowiem 50% stanowią chrześcijanie. Kraj liczy 20 mln mieszkańców, w tym 30% to katolicy, 8% to muzułmanie i ok. 40% to wyznawcy religii tradycyjnej, animizmu. Jak widać kościół katolic­ki ma bardzo mocną pozy­cję mając tym samym duży wpływ na sytuacje politycz­ną kraju.

Z drugiej strony, jeśli cho­dzi o ewangelizację, to Ma­dagaskar jest dla mnie tą piękną misją, gdzie widać owoce naszej pracy. Ludzie są otwarci na ewangelię, na Słowo Boże, i na łaskę Chrystusa. Dla mnie w tym wymiarze Madagaskar jawi się jako jedna z bardziej owocnych misji. Mówiąc o perspektywie pracy misyjnej to jest ona ciągle, bowiem 40% wyznawców religii ani­mistycznych to dla mnie ogromne pole do działania. Madagaskar ciągle potrze­buje misjonarzy.

Wspomniał ojciec o sy­tuacji ekonomicznej i re­ligijnej Madagaskaru, ale wiemy też, że w Ojca pracy również zaszły zmiany?

Owszem. Pamiętam, że 3 lata temu prosiłem o pomoc materialną w budowie nowe­go kościoła w stolicy Anta­nanarivo, w budowie naszej nowej parafii. Te środki, któ­re zdobyłem podczas moje­go pobytu w Polsce (ok. 40 tys. dolarów) posłużyły w przygotowaniu terenu pod budowę (2 hektary) i posta­wieniu ogrodzenia. Oczywi­ście apel o pomoc jest na­dal aktualny, z tą różnicą, że musiałem zrezygnować z zajmowania się dalszą bu­dową, ponieważ od 1,5 roku zostałem mianowany Dusz­pasterzem Krajowym Odno­wy w Duchu Świętym na cały Madagaskar. Tak więc obec­nie zajmuję się budową ko­ścioła, ale w innym wymia­rze, poprzez prowadzenie animacji, formacji, odnowy w Duchu Świętym i rekolek­cji z 300 grupami charyzma­tycznymi. Tak więc moja pra­ca jest jeszcze bardziej mo­bilna niż kiedyś. Moją para­fią stał się cały Madagaskar. Nie zmienia to stosunku do mojej pierwszej parafii, dys­tryktu Pangalana, z którym nadal jestem bardzo związa­ny i jeżdżę co kilka miesięcy na tzw. Duszpasterstwo Kró­lów Malgaskich. Mogę po­wiedzieć, że tuż przed wy­jazdem do Polski – przyle­ciałem 14 maja – jeszcze 8 maja byłem w głębokim bu­szu, ok. 800 kilometrów od stolicy. W moim dystrykcie wyświęciliśmy kolejnych 10- ciu Królów Malgaskich, a od 2005 roku mam ich już 110- ciu. Dla tych ludzi jest to pe­wien etap przejścia do Ko­ścioła. I chodź nie zawsze są ochrzczeni, to jednak bardzo się z tego cieszę. Co prawda kilku Królów zmarło, ale już jako chrześcijanie, a nie poganie. Mogę więc po­wiedzieć, że jest to nama­calny owoc mojej pracy.

Kolejnym nowym dla mnie wyzwaniem, jest zaan­gażowanie się w sprawy medialne. Z racji mojego wykształcenia ( w Rzymie studiowałem Radio i TV) w chwili obecnej próbuje gło­sić ewangelię poprzez two­rzenie płyty pieśni i tańca religijnego z grupami cha­ryzmatycznymi i młodzieżą. Widzę, że jest to potrzebne. Również w takim małym stu­dio, jakie zorganizowałem, nakręciliśmy kilka małych filmików misyjnych, które są w trakcie obróbki. Część z tych materiałów będzie moż­na obejrzeć na Kongresie. Liczę także, że ukażą się na ekranie TV.

 

Kolejną dziedziną, którą kontynuujemy niezmiennie od 6-ciu już lat jest nasze wspólne dzieło, Misyjna Adopcja Serca. W tej chwili adoptowanych zostało ok. 1000 dzieci, za co chciałbym wszystkim bardzo serdecz­nie podziękować. Oczywi­ście zachęcam rodaków, aby kontynuować to dzieło, które jest naszą wielką chlu­bą i radością.

 O samym Kongresie po­rozmawiamy za chwilę, a teraz chciałabym zapytać jeszcze o jedno. Z infor­macji jakie otrzymaliśmy od Ojca wiemy, że Mada­gaskar w ostatnim czasie nawiedziły cyklony. Z tego względu mogliśmy usły­szeć Ojca w Radiu Waty­kańskim…

Jest prawdą, że jestem ko­respondentem Radia Waty­kańskiego polskiej sekcji i ta współpraca trwa od ponad 10 lat, od czasu moich stu­diów w Rzymie. I teraz jeśli dzieje się jakieś wydarzenie łączące się z życiem Kościo­ła, to staram się dać temu komentarz, i tak też było w sytuacji kiedy w marcu na­wiedził nas cyklon.

Osobiście miałem to szczę­ście, że byłem świadkiem tego cyklonu. Mimo, że nie mieszkam w diecezji Mana­niary, lecz w stolicy, tak się złożyło, że mieliśmy akurat spotkanie werbistów w tej diecezji i złapał nas cyklon. Musieliśmy czekać kilka dni, bo w paru miejscach zerwało drogę.

Sam cyklon nie jest na Ma­dagaskarze czymś nadzwy­czajnym. Co roku mamy cyklony, które przechodzą przez wyspę od grudnia do marca. A my czekamy i modlimy się zastanawia­jąc się, czy tym razem nas oszczędzi. Niemniej jednak ten cyklon był wyjątkowy, bo wdarł się w głąb wyspy i nawiedził tereny, które nor­malnie nie mają tak moc­nych deszczy. I to sprawi­ło, że nie tyle siła wiatru, ale trwające ponad tydzień deszcze spowodowały osu­nięcia się ziemi, która w tym regionie jest bardzo sypka. Wiele domostw zostało po­grzebanych wraz z ludźmi. Według oficjalnych danych ok. 50 osób straciło życie. To było wyjątkowo tragicz­ne i jak jestem na Madaga­skarze już ponad 20 lat, to nie mieliśmy takiego wyda­rzenia. Z tej racji, że Ojciec Święty modlił się w tym czasie za Madagaskar, to i Radio Wa­tykańskie chciało mieć bez­pośrednią relację z miejsca, czemu dałem komentarz. Czasem mnie usłyszycie, więc proszę się zbytnio nie dziwić (śmiech).

Jak Madagaskar pozbie­rał się po cyklonie?

Ten cyklon dotknął boleśnie jeden region, ale jakieś kilka tygodni wcześniej wdarł się następny cyklon w inny re­jon, siejąc zniszczenie. Ma­dagaskar ma ten „urok”, że usytuowany jest w miejscu przecięcia się cyklonów, i nie dość że biedny, to jesz­cze nękany przez cyklony. Ale co poradzić, taki urok i specyfika tego miejsca.

W jaki sposób można Ojca wesprzeć w posłu­dze misyjnej?

Patrząc na misje z perspek­tywy wiary, to odnoszą się one do nas wszystkich. Je­śli popatrzymy na duchowy testament Jezusa, gdzie mówi „Idźcie i nauczaj­cie…”, w tym przesłaniu jest cząstka każdego, kto przyznaje się, że jest chrze­ścijaninem. Owszem, jego zaangażowanie może być pośrednie lub bezpośred­nie – misjonarze są tymi bezpośrednimi posłańcami, ale my na zapleczu nie mo­żemy być obojętni. Dlatego tak często apeluję o modli­twę, wypraszającą łaski dla misjonarza i dar wiary dla tych, którzy go słuchają. Bez łaski i pomocy Ducha Świętego nie będzie misji.

Aby ta posługa typowo du­chowa była możliwa, musi być odpowiednie zaplecze materialne. Jak wiadomo, misjonarze nie mają stałych dochodów. Dotychczas mo­gliśmy zwracać się o pomoc materialną do chrześcijan na zachodzie, typu Fran­cja, Anglia, Niemcy, Austria. Niestety pogłębiający się w tych Kościołach kryzys, powoduje coraz mniejsze wsparcie na rzecz misji, dlatego też nie ukrywam, że nadszedł czas wielkie­go wielkiego wyzwania dla Polski, by przejęła tę pa­łeczkę wspomagania misji katolickiej na całym świe­cie. Apeluję by nie zamykać serca na potrzeby misji, bo jest to wyrazem naszej wia­ry, wierności ewangelii i na­szej miłości do Chrystusa.

Z doświadczenia wiem, że sporadyczna pomoc nie wystarcza. W tej chwili Epi­skopat Polski promuje taką ideę Misyjnego Patronatu, gdzie apeluje do katolików, aby przygarnęli misjonarza pod konkretną, stałą opiekę – duchową i materialną, co oznaczałoby regularną mo­dlitwę za misjonarza i stałą pomoc finansową na jego posługę. Jest to bardzo po­trzebne misjonarzom na ca­łym świcie.

Chciałbym w tym miejscu uświadomić moich roda­ków, że przed nami staje nowe wyzwanie jeszcze większego zaangażowania się, bowiem misje nie utrzy­mają się bez naszej pomo­cy. Rozumiem, że jesteśmy w trudnej sytuacji, ale grosz ofiarowany Panu Bogu wró­ci do nas stokrotnie.

Wspomniał Ojciec o jed­nym ze stałych źródeł fi­nansowania dzieła misyj­nego. U nas jest to projekt Misyjnej Adopcji Serca. Jak Ojciec postrzega to dzieło?

Jak już powiedziałem wcze­śniej, to nasze wspólne dzieło jest moją chlubą i nie ma w Polsce podobnego stowarzyszenia. Owszem istnieje adopcja poszcze­gólnych misjonarzy, ale nie w takim wymiarze. Liczba dzieci się zmienia, bo jedne odchodzą, inne nie radzą sobie z nauką, ale jedno jest pewne – dzieci będą zawsze i dlatego też zachę­cam do jeszcze większego angażowania się w sprawy misyjne.

Za niedługo, bo już 3 sierpnia, rozpoczynamy w Grodzisku kolejny Kon­gres Misyjny. Co będzie tematem przewodnim w tym roku?

W tym roku zaproponowa­łem, abyśmy się zastanowili nad miejscem i rolą nasze­go stowarzyszenia w kon­tekście nowej ewangeliza­cji, jaka jest koniecznością w Polsce i Europie. Owszem nasze zaangażo­wanie jest misyjne i chary­tatywne, ale wydaje mi się, że powinno nas to otworzyć bardziej na doświadcze­nie duchowego świadec­twa wiary tu w Polsce. I to będzie tematem naszego Kongresu. Napisane jest bowiem w liście do Tymo­teusza, abyśmy odnowi­li nasz charyzmat wiary i to w kontekście naszego zaangażowania ewange­lizacyjnego tu w Polsce. Owszem będą też filmy, spotkania, będziemy gościli kilku misjonarzy. Zaprosi­liśmy sekretarza Misyjnej Komisji Episkopatu Polski, o. Kazimierza Szymczychę werbistę, który pochodzi z naszego regionu i mam nadzieję, że zaszczyci nas swoją obecnością.

Aby dać szansę uczestnic­twa w Kongresie większej grupie osób, w tym roku Kongres organizujemy w parafii Grodzisko Dolne. Rozpoczniemy go w piątek wieczorem. Dzień kolejny, czyli sobota odbędzie się w parafii Chałupki Dębniań­skie, po czym na uroczy­stą niedzielną sumę znów wrócimy do Grodziska. Z kolei po niedzielnej mszy zapraszam na katechezę do szkoły w Grodzisku Gór­nym. Z tego miejsca chciał­bym też zaprosić wszyst­kich do uczestniczenia w tym naszym wspólnym dziele. Niech każdy czuje się zaproszony, bo warto przyjść i otworzyć swoje serce na boże sprawy.


Za każdym razem przywo­zi Ojciec ze sobą malga­skie specyfiki. Czego bę­dziemy mogli spróbować tym razem?

Jak zwykle będzie malga­ski posiłek oraz prażona malgaska kawa, przygoto­wywana na sposób malga­ski, czyli przelewana przez płócienny worek. Oczywi­ście będzie też „wypalanie gęby”, misyjna aukcja, mo­dlitwa oraz cieszenie się wspólnym przebywaniem oraz wzajemnym motywo­waniem się do podejmowa­nia kolejnych wyzwań.


Nie sposób nie zapytać Ojca o wakacje. Jak je Oj­ciec spędza w Grodzisku?

Pracowicie (śmiech). A pra­cowicie w moim wydaniu oznacza kilka dni wytchnie­nia, gdyż poczuwam się do obowiązku, aby dzielić się moim doświadczeniem mi­syjnym tu z katolikami w Polsce. Chcę uświadamiać i pokazywać, że misje mają sens, są wartościowe i bez­cenne. Trzeba nam dzielić się wiarą jak chlebem, dlate­go też jeżdżę po wielu para­fiach, by z jednej strony być świadkiem działania Ducha Świętego na misjach, a z drugiej prosić o wsparcie na rzecz misji.

Zapewne widzicie mnie jak „wpadam” na kilka dni do Grodziska, a za chwilę znów mnie nie ma. Tak więc wyglądają w skrócie moje wakacje. To co mnie w spo­sób szczególny umacnia to spotkania z rodakami, ich pomoc, życzliwość, za co z góry dziękuję.


Czy jest coś, czego może­my Ojcu życzyć w posłu­dze misyjnej?

Przede wszystkim zdrowia, bo ostatnio odczuwam serce – to chyba z jedzenia tych wołów malgaskich (śmiech). Mam dość wysoki choleste­rol, wiec muszę uważać. Dzięki Bogu nie mam aż tak często malarii, bo żyję na wyżynie, gdzie komarów jest mniej i nie są tak tok­syczne. Ponadto nowego zapału, wytrwałości i dużo energii. Za dwa lata minie 25 lat mojego kapłaństwa. Mam nadzieję, że będę mógł przyjechać do Polski i świę­tować mój jubileusz razem z wami. W połowie jestem już Malgaszem, ale zawsze z sentymentem wracam do rodzinnego Grodziska, któ­ry zawsze pozostanie moim pierwszym domem.

 

Rozmawiała
Małgorzata Halasa